Projektant animacji / Chiny
Kiedyś malowałem obrazy olejne. Studia artystyczne są ze sobą powiązane, ale wtedy (20–30 lat temu) czysta sztuka nie ceniła tych od projektowania użytkowego. Dlaczego przeszedłem z malarstwa do animacji? Zwyczajnie zainteresowałem się tą dziedziną! Spodobało mi się medium animacji – jej nastawienie na ruch, warstwę czasową i mnogość możliwości w masowej komunikacji. No i pozwalało zarobić szybciej niż malarstwo olejne. Pamiętam, że zrobiłem reklamę dla telefonów Motorola (dzisiaj to już prawie zabytek) i ta praca pozwoliła mi przeżyć rok bez innych zleceń. Oczywiście wtedy byłem jeszcze naiwny – wiemy, że ciężko w tym zawodzie o powtarzalne zarobki, zwłaszcza dziś.
Jakby to ująć... mam nadzieję na życie, w którym stabilność idzie w parze ze zmianą.
W codziennym życiu cenię sobie prostotę. Jeśli chodzi o jedzenie, picie, spotkania towarzyskie czy podróże – im prościej i stabilniej, tym lepiej. To daje mi poczucie stabilności, gdy w pracy pojawiają się zmiany. Jeśli natomiast chodzi o samą pracę, mam nadzieję, że będzie się ona stale zmieniać, przynosić innowacje i wyzwania.
Po tylu latach w branży mam wrażenie, że pod względem materialnym życie w zasadzie się nie zmieniło – wciąż jest proste, wręcz momentami nudne.
Po przetłumaczeniu brzmiałoby to: Jak definiujesz "dobrą animację"?
Moim zdaniem, to zależy od początkowych intencji twórcy. Czy chce dotrzeć ze swoją twórczością do szerokiej publiczności, czy raczej celuje w węższe, bardziej wyspecjalizowane grono (np. w branży czy dla własnej satysfakcji)? Twórcy powinni dążyć do osiągnięcia swoich celów w procesie twórczym, nie przeceniając rezultatu. Jeśli dzieło jest z założenia abstrakcyjne i bardzo osobiste, oczekiwanie, że stanie się niezwykle popularne i przyniesie duży zysk, może nie być realistyczne.
Zewnętrzne systemy ewaluacji powinny również brać pod uwagę tę perspektywę. Nie jest fair krytykowanie szybko zyskującego popularność dzieła surowymi standardami akademickimi – i odwrotnie.
Dlatego uważam, że nie ma jednej, uniwersalnej definicji "dobrej animacji". Każda animacja oparta na odpowiedniej intencji może być uznana za dobrą.
Pierwsza animacja, którą opublikowałem w internecie, nosiła tytuł "D Version Naked". Jako podkład muzyczny wykorzystałem utwór Zheng, Jun, a ponieważ nie zdobyłem praw autorskich, dla żartu nazwałem ją "Wersja D". Film nie miał spójnej fabuły i rozgrywał się na pograniczu miejskim i wiejskim Pekinu tamtych lat – było tam chaotycznie, ale i magicznie. Perspektywa podążała najpierw za jedną osobą, a potem, niczym domino, przechodziła do kolejnej, po prostu rejestrując stan bycia. Animacja była bardzo prymitywna, a dziś trudno na nią patrzeć.
Mimo to miało wyjątkowy charakter, a niektóre jego fragmenty zostały wykorzystane w ówczesnym filmie.
Najbardziej obawiam się pytań o rady i dzielenie się doświadczeniem. Jeśli chodzi o własną pracę, wciąż czuję się nowicjuszem i nie czuję się kompetentny, by pouczać innych.
Albo inaczej, mogę powiedzieć z własnego doświadczenia: kiedy tworzysz, zawsze jesteś początkującym.
Copyright © 2024 BenQ Corporation. Wszelkie prawa zastrzeżone